Geoblog.pl    cityhopper    Podróże    Lombardia i Veneto    Mediolan - nie tylko Leonardo
Zwiń mapę
2004
15
sie

Mediolan - nie tylko Leonardo

 
Włochy
Włochy, Milano
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 1144 km
 
W tym czasie umarł w Krakowie Czesław Miłosz. Przypomniał o nam o tym hotelowy recepcjonista bądź konsjerż. Przyznał się, że nie czytał nic naszego poety, ale za to czytał i lubił Wisławę Szymborską – czym nas zaskoczył.
Kolejny dzień rozpoczęliśmy o od zobaczenia mediolańskich ... kanałów, czyli naviglii. Niewiele ich zostało, ale mało kto o nich wie. A szkoda, bo zaprojektował je nikt inny tylko ... sam Leonardo da Vinci. Po drodze do centrum zwiedziliśmy m.in. kościoły San Eustorgio (romański z renesansową kaplicą Portinarich) i San Lorenzo. Niestety nasz kolejny punkt programu – La Scala – była w remoncie. Udaliśmy się zatem na Via Monte Napoleone, do serca Quadrilatero d’Oro a więc centrum mediolańskiej mody. Na szczęście dla naszego budżetu w niedzielę nie pracują ;-) i jedno z nas mogło nacieszyć swój wzrok tylko widokiem wystaw i dzieł znanych projektantów.

Pomni kłopotów ze znalezieniem lokalu zaufaliśmy przewodnikowi i wybraliśmy .. restaurację erytrejską ‘Warsa’. W Mediolanie żyje bowiem społeczność czarnoskórych Erytrejczyków. Jest to pokłosie kolonialnych zapędów Włoch, zarówno tych demokratycznych (vide bitwa pod Aduą) jak i faszystowskich Mussoliniego (zajęcie Abisynii w 1936 r.). Erytrea szczęśliwie jest już niepodległym państwem a ich obywateli łączy z Italią ekonomia a nie więzy prawne. W restauracji byliśmy jedynymi białymi. Menu nie jest wyszukane, bowiem składa się z ... jednej pozycji. Jest to injera, czyli indżera, podstawowy jednodaniowy posiłek w Erytrei i Etiopii. Coś w rodzaju ciasta naleśnikowego z warzywnymi dodatkami i mięsem. Spożywa się go palcami, bez sztućców Potrawa okazała się bardzo smaczna i pożywne a przy okazji nauczyliśmy się jeść bez użycia sztućców. Poprosiliśmy na koniec kelnera, by nam coś opowiedział o swoim kraju. Gdy zaczęliśmy zadawać pytania, wskazał nam swojego kolegę, który właśnie wszedł, jako lepiej mówiącego po angielsku. Ten gdy usłyszał jak rozmawialiśmy między sobą od razu rozpoznał, że jesteśmy Polakami, czym nas kompletnie zaskoczył. Beniamin – bo tak miał na imię – mieszkał na co dzień w Uppsali w Szwecji i jego najbliższymi przyjaciółmi byli pracujący tam Polacy, m.in. ‘Johanna – Joasia’, której dziecka był ojcem chrzestnym. Opowiedział nam przy okazji o swoim kraju, ludziach, zwyczajach i religiach. Jaki ten świat mały ... My z kolei ucieszyliśmy się, że czarnoskóry Beniamin zetknął się z naszymi rodakami w Szwecji a nie w Polsce, bo pewnie nie reagowałby tak pozytywnie na brzmienie naszego języka :-(.
Wracając – przy okazji przesiadki zobaczyliśmy też mały romański kościółek San Babila, z trudem zauważalny przy nowszej i wyższej zabudowie.

Jednym z głównych magnesów turystycznych Mediolanu jest ‘Ostatnia Wieczerza’ autorstwa Leonarda da Vinci. Znajduje się ona w refektarzu kościoła Santa Maria delle Grazie. Sam kościół to niezbyt efektowny gotyk, jednakże renesansową kopułę zaprojektowała sam Bramante. Ale to nie z tego powodu jest często odwiedzany przez turystów, lecz dla ‘Ostatniej Wieczerzy’. Część z nich odchodzi z kwitkiem, bo nie wiedzą, że trzeba dokonać rezerwacji na konkretny dzień i godziną z co najmniej kilkudniowym wyprzedzeniem. My na szczęście nie zaniedbaliśmy tego środka ostrożności i o przepisanej godzinie stawiliśmy się przy wejściu. Po zapłacie przeszliśmy do zamkniętego pomieszczenia, gdzie nas schładzano przed wejściem do głównej sali, a młoda i z klasa ubrana przewodniczka opowiadała nam o ‘Ostatniej Wieczerzy’ i jej twórcy. Jej nienaganna prezencja świetnie współgrała z wiedzą. Wytłumaczyła Amerykanom, czerpiącym 'wiedzę' z książek typu 'Kod Leonarda da Vinci’, co jest faktem, a co fikcją, co prawdą historyczną a co niemożliwą do zweryfikowania hipotezą.
Gdy weszliśmy mieliśmy tylko pół godziny czasu. Fotografowanie i filmowanie jest oczywiście zabronione. I każdy kto zobaczy dzieło mistrza od razu zrozumie dlaczego. Przede wszystkim nie jest to fresk. Leonardo - w tym przypadku należy dodać niestety – był eksperymentatorem. Nie będąc freskantem spróbował nowej – jak się okazało nieskutecznej techniki – farby olejnej na ścianie. W efekcie ‘Ostatnia Wieczerza’, namalowana mistrzowsko i w to w taki sposób, że stworzona wizja weszła na trwale do kultury, także masowej, jest obrazem zanikającym. Co gorsza dziełem częściowo zniszczonym przez zakonników, którzy wybili już przejście w murze, a co za tym idzie obrazie. Smutne, ale tym bardziej trzeba się spieszyć i groszy (tj. €) nie żałować. Pół godziny obcowania z arcydziełem a wrażenia pozostają na lata.

Ostatnim punktem naszego programu była bazylika Sant’Ambrogio, romański kościół, zbudowany na miejscu wczesnochrześcijańskiego, w którym pochowano świętego Ambrożego, patrona miasta. Piękny ceglany kościół z arkadowym dziedzińcem (niegdyś przeznaczonym dla katechumenów) i kampanila. Wewnątrz ciekawe spolia – m.in. miedziany wąż podarowany przez cesarza bizantyjskiego czy też ambona wykonana z udziałem starożytnych płyt.

Mediolan zrobił na nas bardzo duże wrażenie. Czyste (szczególnie w porównaniu z Rzymem), dobrze zorganizowane i bezpieczne miasto, ze sprawnym metrem. W restauracjach i tawernach nikt nas nie naciągał i prawie każdy znał angielski, a pracownicy hotelu nawet polską poezję ;-). No i Mediolanki są duuużo zgrabniejsze od Rzymianek :-) i bardziej eleganckie ;-).
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (10)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
cityhopper
City Hopper
zwiedził 7% świata (14 państw)
Zasoby: 183 wpisy183 84 komentarze84 2401 zdjęć2401 55 plików multimedialnych55
 
Moje podróżewięcej
10.03.2006 - 13.03.2006
 
 
12.09.2004 - 22.02.2009
 
 
13.08.2004 - 21.08.2004